Wiosna jest biedna, przedziwnym trafem wszystkie pieniądze skończyły mi się w okolicach drugiego czwartku miesiąca i teraz żebram u matuli o paczki żywnościowe, uruchamiam żelazne zapasy mięsa mrożonego z zamrażarki i chłepce mleko na śniadanie. Mleko to jest to, kasza manna, zupa mleczna z makaronem, lane kluchy na mleku. Mleko z sokiem malinowym. Mleko z miodem. Czarne kakao. Wielka dupa i trzy podbródki? :C Czy ktoś zna tajne miejsce gdzie w tych strasznych czasach okropnego rudego tuska i super mądrych pomarszczonych siwaków, Lub Też Odwrotnie Ale I Tak Poutyskujmy oh booże, oj dana dana, mleko kosztuje mniej niż 1,89?
Wiosna jest zawalona pracą, której nie robie, niezaczętą magisterką. Stosem nieprzetłumaczonych artykułów naukowych, bowiem nie ma takich artykułów po polsku - polscy pożal się boże naukowcy strzegą swoich dzieci przed kradzieżą, utrudniając mi tym samym żywot. Zajęciami z, nie bójmy się tego słowa, najprawdziwszymi KRETYNAMI. Jak bowiem nazwać dorosłego człowieka, który obraża się i wścieka, gdy coś idzie nie po jego myśli, a student (nie ja, o nie nie, ja pozostaje w swojej bezpiecznej cichej i ciepłej komie) próbuje dyskutować; człowieka który robi na złość; gdy ja pokornie i usłużnie jako jedyna dziewczynka w zespole wydelegowana do szaleńca pytam o radę, ten zaciska gniewnie usta, ciska się i miota, nie odpowiada na żadne pytania i fuka. No chryste. Dzień w którym opuszczę ową uczelnię raz na zawsze, będzie jednym z najjaśniejszych.
Wiosna będzie niesamowita już za miesiąc, kiedy to spakuje trzydziestokilowy węzełek, zarzuce go na plecy i wyrusze w wielką podróż za ocean ku Uli Celebrytce, która już grzeje mi łóżko! Bowiem dziś, dziś otrzymałam promese wizową (wspaniałe słowo, promesa). Czekałam godzinę, przestępując z nóżki na nóżkę. Gdy na wielkiej tablicy maleńkie diody LED ułożyły swe łebki w napis A113, strzepnęłam spódniczkę dla kurażu i poszłam wojować. Po minutowej rozmowie z uroczą Ważną Panią, odeszłam cała w skowronach. Nie wyjęłam nawet ani ani jednego papierka z mojej skrupulatnie uzupełnianej przez ostatnie dwa tygodnie teczuszki człowieka, który wróci z podróży i można mu na nią pozwolić. Rach ciach i już. Wszyscy pracownicy ambasady byli śliczniutcy, jeden pan wyglądał jak świętej pamięci Heath Ledger, a moja Ważna Pani jak Sophie Marceau. Nie przeszkadzało im, że swoje potwierdzenie wypełnienia wniosku wydrukowałam na kartce, która z drugiej strony miała skrypt współczesnych teorii płci i jakąś tabele o funkcjach ego...ot niedopatrzenie, a oni zrozumieli! Moje serce nawet nie zdążyło zatrzepotać ze strachu, gdy nagle zorientowało się, że jest po wszystkim. Teraz szukam biletów i tanio nie jest :[ Tata płaci więc tata twierdzi że jesienią taniej...no i co tera!? ;C ;C??
No cóż, to notka bardziej pod tytułem co u Ciebie kasiu niż oh kasiu błyśnij pierdyliardem przymiotników....nie lubie rzucać ochłapów, ale Marcelek bardzo prosił o notkę więc oto jest. I bardzo dziękuje Wam wszystkim, którzy komentujecie i którzy piszecie że tak, oh ja też tak mam, też to czuje! Dzięki temu własne szaleństwo i mizantropia bledną. Toż to prawda znana w świecie, że wspólne narzekanie pomaga i otula duszyczkę grubą pierzyną. Dziękuje również tym niemym i niepiszącym, czuje waszą obecność królisie, dzięki licznikowi odwiedzin. Dziękuje także moim rodzicom, za to, że mnie spłodzili. A co, jak dziękować to już naprawde...wszystkim zasłużonym.
Na deser zdjęcia moich śniadań. Odkąd mam tą piekną błękitną miseczke, cenie sobie pastelowe jedzenie. Ale nie tylko. Zapewne nie znajdę zrozumienia w swej miłości do wszelakich pulp... Trudno. Ja i pulpy bardzo się lubimy na śniadania. Kasza manna z kakao i migdałami (to nie jest kupa, wbrew pozorom) oraz kasza mannna z malinami i z pysznymi grudami. Oraz serek wiejski z pomarańczą. Lubie śniadania, najbardziej.



Na deser deseru - mały bobas który wyrósł mojemu storku. Mam nadzieje że nie zdechnie, jak wiele roślin przed nim :[

Zaprawdę powiadam Wam, oglądajcie Mad Men. Niesamowicie dopieszczony serial.
A także, Warszawa jest piękna. Nie mogę się doczekać mojego wakacyjnego pomieszkania i posmakowania.