- zrobilam dwa prania - tzn pralka zrobiła, ale liczy sie:> samo sie nie dobrało kolorami, nie zaladowało, nie wyszło i nie powiesiło
- doporządkowałam cały dom, segregując przeróżne nie-do-wyrzucenia rzeczy, chowając pochówku-godne, czyszcząc ajaksem bejking sołda powierzchnie gładkie i tym podobne czynności
- wykończyłam parapety:D co może brzmieć dziwnie, ale polegało na doprasowaniu żelazkiem boczków z okleiny, oraz srogich przekleństw bo boczki nie cchciały zostać na miejscu;/ po czym oskrobaniu ich z nadmiaru centymetrów, bo boczki węższe niż paski, które miałam naprasować. rozumieta?
- zrobiłam najszaleńszy DIY mojego zycia, a mianowicie trzymak/stojak/leżak na biżu, piersionki i kolczyki głównie, wykonany on został z pudełka po toffifi, wielu koralików i materiału w kropki pochodzącego sprzed stu lat i to nie żart. rozpiera mnie duma małego majsterkowicza.
- wyprasowałam trzy poszewki na poduszki, co zmęczyło mnie tak okrutnie, że nie zdołałam już zgodnie z moimi planami wyprasować koszul mężowskich obdarzając je przy tym pocałunkami w rejonach kołnierzyka, o nie!
- z tego zmęczenia wynikło więc podgrzanie w mikrofali resztki wczorajszego PRZECUDNEGO obiadu w postaci Cottage Pie, link TUTAJ, zdjecia nima bo jest to obiad brzydki, acz przeprzeprzepyszny [gęsty gulasz na czerwonym winie, z cebulą, marchewką, u nas także groszkiem i pieczarkami przykryty grubą pierzyną z puree ziemniaczanego i zapieczony w piekarniku....niebo......]
- a resztki sił zostały zużyte na upeiczenie ciasta ze śliwkami i cynamonem, które wygląda jak słońce, ciasta ktorego przepis oryginalny znacznie różni sie od tego co powstało, bo dopiero w połowie mieszania składników zobacyzłam że nie mam 10 łyżek mąki, tylko 7, trzech jajek, tylko dwa, i masła, oraz, że nnie mam w zasięgu ręki żadnej czystej łyżeczki, więc proszek do pieczenia sypnęłam na oko. Przepis oryginalny TU.
A oto i sypialnia poczyniona w ten weekend i dziś i wczoraj:

Przewygodne łoże... zbabrane nieco, bo strasznie ciężko wogóle z niego wyleźć w ciągu dnia!

Komódka która w pocie czoła małżonek skręcał, ja zasłużyłam się przy szufladach!;) Na niej stragan biżuteryjny, oraz dwa misie, ale nie poczuwam się do bycia dzidzią piernik, ten z lewej to miś którym bawił się mój tata jakieś 40 lat temu [rozczulenie miliooon] a ten z prawej to miś którego przywiózł mi tata z Londynu jakieś....10 lat temu;)

Moje szalone di aj łaj. Zdjecie jak wszystkie w internecie, nie oddaje jego uroku;>

Balon na tablicy to pozostałość jeszcze z sylwestra:P

Wełnisty różowy kwiot na lampie która świeci w co drugim polskim domu, zwłaszcza tam gdzie żyją niezamożne studenciaki.
No i moje ciasto: śliwki utonęły...

No i prosze, no i bardzo prosze. W komentarzach chętnie przyjme sugestie co moge robić jutro sama w brzydką zimową pogode...



























