Nie mam nic do napisania.
Mam dużo ochoty do skasowania, no bo tak bez sensu, albo do zamilknięcia, ale focenie też nie wychodzi, więc cóż. Do skasowania.
Ale potem takie miłe osoby jak Ola, ostatni komentator ostatniej notki, piszą że dobrze im, no to co mam zrobić.
Nie, to nie jest użalanie się, ani wymuszanie głasków, ani nawet kokieteria. No może ODROBINE.
Zaczytuje się w tym, a na balkonie przy niezliczonej ilości kubków czerwonej herbaty także tym, żeby poćwiczyć jęzor. KtóregoBędeUżywaćZaTydzieńObożeAcoJakSięZBłaźnię!?
Już za tydzień będę biegać ochoczo po Manhattanie. Już za dwa, łkać. Za trzy przybiorę pozycję embriona i nie będe miała siły stawić czoła napływającemu gównu w postaci dwóch wielkich prac z testami do zinterpretowania i do napisania przez trzy dni i jednej pracy magisterskiej. Do końca lipca część teoretyczna, mówiłam już? A mówiłam że nie mam tematu? Pewno tak, lubię się powtarzać i pławić we własnym nieszczęściu.
Jutro natomiast jakimś cudem idę do fryzjera. Anonimową klientkę spotkało jakieś nieszczęście i odwołała wizytę wyczekiwaną zapewne od miesiąca. Ku mej radości, cóż, niestety. Dzięki, zasado równowagi w przepływie materii i energii we wszechświecie. Będę podekscytowana jeszcze rano, im bliżej godziny trzynastej bardziej płaczliwa, usiądę na fotel wchodząc w rolę małej rezolutnej dzieweczki z lokami. Wyjaśnię co chce a czego nie. Pani pokiwa głową i zrobi co uważa. Bowiem są na świecie dwa rodzaje ludzi ignorujących moje rozbudowane wypowiedzi. Typ zniesmaczony, który zilustrować można przykładem sprzedawczyni z hurtowni rajtuz: śmiertelnie się na mnie obraziła gdy powiedziałam, że rajtuzy które wyjęła z jednego z kartonów ułożonych w pryzmę wypełniającą malutką suterenę ze ścianami pokrytymi pleśnią, są za błyszczące. Uniosła swe namalowane brwi ku niebu i od tej pory zwracała się tylko do mojej rodzicielki, uprzednio dociekając w kogo aby się ta córcia wdała że TAKA JEST WYBREDNA. Ileż powietrza przy tym wyfukała ze swoich szerokich nozdrzy, tylko ja jedna wiem. Nie było to łatwe. Typ drugi natomiast, to typ dobrotliwy: taka jest moja pani fryzjerka. Kiwając głową przyjmie do wiadomości a nawet setnie się ubawi. Nie znam jednak lepszej. Zmiana fryzjera to trauma. A włosie me potrzebuje ratunku. Tak więc jutro. Jak coś spieprzy, wezme nożyce i zetnę się na chłopca, płacząc do lustra. A płytki w łazience pokryją pierścionki i łzy.
Święta były super. Choć nie tak super jak te wszystkie święta, które już kiedyś przeżyłam. Mam wrażenie, że świat rośnie razem ze mną i nikt już nie maluje pisanek, nie oblewa się wodą, nie chodzi do kościoła. Byłam w kościele święcić koszyk i miało to wymiar ludowy. Zero uczuć wobec kukły leżącej w styropianowym ukwieconym grobie. Chłodne miejsce pełne ludzi o minach pt. "niechże to się skończy. niech pochlapie już, w imie ojca i syna, chce do domu. chce na dwór, zimno mi. (matka) mazurki trzeba piec. (ojciec) od obowiązków uciekać trzeba. (rodzina)ale jesteśmy wierzący : - )". Kiedyś to się działo, od stołu trzeba wstać było przed 13 i stać godzinę w pachnącym czosnkową kiełbasą i wódką z cudzych gardeł kościele. Byle do komunii, potem z górki, ogłoszenia, terefere i do stołu. Tydzień wcześniej spowiedź z tych samych czterech grzechów co pare miesięcy. Taka moja wiara. Wyznaje. Takie brudy piere publicznie. Może ktoś też tak ma. W tym roku jadłam, do nieprzytomności niemalże, zdecydowanie za dobre jedzenie. Teraz mam wstręt do majonezu. Bawiłam się ze szczeniętami, ale żadne zdjęcie dokumentujące ten proces nie wyszło. Podziwiałam projekt nagrobka który sporządził sobie i babci swą precyzyjną ręką mój dziadzio inżynier, żebyśmy mu jakiegoś barachła nie postawili!:D Ah dziadziowie to to, co kocham szczerze:)
No, takżetak. Całkiem nieźle jak na nic do napisania.


Jezus z Simpsonów troche. Uważam że mazurek na temat.



Pascha z migdałami! Te święta są cudowne jeśli chodzi o żarcie. Wszystko co lubię.

A potem wróciliśmy do domu. Wszyscy mają prawo jazdy tylko nie ja i czuję się upokorzona i gorsza. Nie zrobię, bo przekracza to moje psychiczne możliwości.


Majówka marzeń.
Tata zagroził że mnie znajdzie w internecie.
Ojezu, tato...
Cześć tato.