O jezu boże.
Przeżyłam dziś traume miesiąca, bo nie powiem że roku, na to zbyt wcześnie, a moje szalone życie zwariowanej nastolatki lubi mi rzucać tęczowe kłody pod nogi. Więc traume miesiąca, ale to nie umniejsza jej traumatyczności.
Jechałam pociągiem.
Ale zacznijmy od początku. Początek miał miejsce w piątek, kiedy to włożyłam swój pensjonarski płaszczyk, okręciłam migdałki szalikiem i wyruszyłam na wycieczkę do Warszawy. Gdyż w Warszawie mieszka teraz mój chłopiec mąż partner o wdzięcznym imieniu Marceli, może go pamiętacie. Mieszka tam u bogobojnej cioci, pracuje jako wieszakowy w riwerwd i ogólnie spełnia swoją kosmiczną misje stawania się dorosłym człowiekiem. Uprzedzam pytania (bądź nie), owszem było mi smutno, owszem zaniosłam się mokrym rykiem pare razy, ale teraz doceniam drobne przyjemności jakie płyną z łóżka w którym NIE MA piasku, jedzenia przez okrągły tydzień gulaszu (a nie tylko przez pół tygodnia), domytych naczyń. Ważne są te plusy które można z sytuacji wyłuszczyć, no i to właśnie czynię.
No więc pojechałam, dojechałam. Śnieg prószył, zimnica mroziła mi tak zwane przydatki przez które rozumiem okolice krocza i jaj-ników, okryte li i jedynie cienką sukienką i jakże ładnym i nieprzystosowanym do wiatru płaszczykiem pensjonarki. Kawa z karmelem grzała. Grzecznie się pocałowaliśmy a potem oglądaliśmy seriale, a ciocia dreptała w tą i nazad mamrocząc coś o zabawie karnawałowej w kościele za jedyne 20 złotych od osoby. Rano obudziły mnie kanapki. I znowu snieg prószył, znowu zimno w tyłek, piękny Wars i piękna Sawa. Niezliczone tramwaje. Brud na Bródnie przykryty jeszcze nie zasikanym śniegiem. Pół dnia samotnie, bo Marceli pobiegł spełniać się jako wieszakowy, a ja jako ten pierwszej wagi marnowacz pieniądza, skorzystałam z wyprzedaży i kupiłam kilka niepotrzebnych ale bardzo ładnych szmat, pocąc się przy tym jak mysz w tym swoim pięknym płaszczyku pensjonarki. Miły wieczór spędzony przed tewe z piwem risottem tostami i waflami. No i tu sie skończyły miłe rzeczy.
Najpierw uciekły nam wszystkie nocne autobusy, niczym te czołgi, wywołując nieopisaną grozę ruszyły świecąc po oczach, ostro biorąc zakręty, ruszyły na swą misję dowiezienia śmierdzących śpiewających ludzi gdzie tylko zapragną. Ruszyły wyjąc. I weź czekaj godzine, jajka marzną coraz bardziej, wszędzie unosi się woń kebabów.
Potem...okazało się że Marceli ma do pracy na 12 więc sie okrutnie nie wyspałam, ale to zupełnie nieważne. Apogeum koszmarności a w zasadzie jedyna koszmarność jaką chciałam tu opisać, miała miejsce dziś.
Najpierw pani w kasie, która napewno miała na imie Bogusia i od dwudziestu lat chodzi do tej samej fryzjerki na pazurki, sprzedała mi bilet ze złą datą. Wczoraj na wczoraj. Czego dowiedziałam się siedząc w raźno mknącym ku lubelszczyźnie pociągu. Dzisiaj. Pociągu który miał STO MINUT OPÓŹNIENIA, opóźnienie może ulec zmianie. Przyszedł pan konduktor i powiedział mi, że mój bilet jest nieważny i że musze kupić sobie nowy jeśli mam zamiar dojechać do Lublina. Haha frajerko. Czytaj co na bilecie i mamy Cie ogólnie w dupie. Moje bełkotliwe i płaczliwe prośby i tłumaczenia że ja mam tylko trzy złote nie spojrzałam o boże co ja glupia cipa co to nie spojrzała zrobie :C zmusiły pana do poskrobania się po głowie i obietnicy że zaraz wróci. Nie wrócił. Wszyscy zaczeli mnie pocieszać. Pani, było sie nie przyznawać że to wczorajszy, pewno by nie przyuważył. Jechałam bez biletu, aż do momentu gdy jakiś miły chlopiec wpadł na pomysł, że pożyczy od kogoś ważny bilet. I poszedł pożyczać. I jechałam z biletem jakiegoś innego miłego chłopca. Nie rozumiem. Aby rozluźnić nieco swe spięte ciało, poszłam do latryny a tam zastałam....
Ah, to takie piekne.
...w jednym z kibli zastałam bardzo dużo krwi, jakby ktoś poronił, albo dostał erupcji okresu, no nie wiem. Zaś w drugim, w metalowej muszli spoczywała sterta mokrego papieru, zielona puszka po piwie lech, a na samym szczycie lśniła brązem wielka, naprawde wielka kupa. Było to urzekające. Poczułam, że naprawde warto będzie zapłacić drugi raz za bilet, wydając w sumie za podróż tym pkpowskim cacuszkiem 41,66 plus reszta której nigdy nie mają wydać. Konduktor jednak więcej się nie pojawił.
Ten opis powinien być dużo bardziej błyskotliwy, ale jestem zestresowana swoją niewiedzą na temat wyników ze strasznego kolokwium z psychometrii. Gównometrii, psia krew cholera jasna. Wszyscy wiedzą a ja nie;/
W ramach rekompensaty możecie popatrzeć na moje najładniejsze w świecie majtki oraz inne ładne rzeczy.




Tak, gdy nie ma mojego chłopca w pobliżu, wieszam sweter na ramie łóżka i do niego mówię. Tutaj akurat sweter jest ukontentowany, widocznie powiedziałam coś naprawde prześmiesznego.
Pozdrawiam Kasię z Wrocławia.